wtorek, 13 marca 2018

Nowe ...




Gdy za oknem nadal końcówka zimy wszyscy wypatrujemy już wiosny a wraz z nią czegoś świeżego, nowego, czystego…oj tak w tym roku jak chyba nigdy dotąd czekam na NOWE…

Nieoczekiwanie i nieplanowanie zniknęłam z początkiem lata ubiegłego roku ale czasami nie mamy absolutnie wpływu na to co się wydarza w naszym życiu…

Cofając się wstecz mam piękne wspomnienia z ostatnich wakacji które udało Nam się spędzić z najbliższymi w Polsce, mój ukochany Kołobrzeg, moi najbliżsi przy których całkowicie zapominam o całym świecie i tym,ze kolejny rok upłynął mi tak daleko od nich…

Ponownie pokonaliśmy blisko 5 tys km,4 kraje,  przepiękne krajobrazy za oknem, wyjątkowe miejsca i ten wyjątkowy czas spędzony tylko we trojkę na godzinnych rozmowach, « przygodach » gdy np …jednocześnie zgasły na 2 godz 2 GPS-y…brak internetu i przez przypadek podczas nowej trasy na północy Francji wjechaliśmy w centrum dużego miasta Rouen – stolicy Normandii…oj było ciekawie ….wtedy człowiek docenia papierowa wersje mapy którą dzięki opatrzności zawsze mamy ze sobą …i z wielka rozwaga czyta każdy napotkany znak ; no może z wyjątkiem tych, których jest 6 na jednym słupku opisujących rożne zjazdy do portów, dzielnic w centrum lub na obrzeżach miasta haha…

Tak czy inaczej podroż « do domu » zawsze jest wielkim przeżyciem, porównywalnym z oczekiwaniem  na wymarzony prezent przez dziecko w wigilijny wieczór … Kazdy niemal rok rozpoczynam od odliczania dni do upragnionych wakacji, do spotkań z najbliższymi i gdy ten upragniony czas w końcu nadchodzi pojawia się jednocześnie wielki smutek, rozdarcie i strach…bo przecież gdy my wyjeżdżamy  wąsata polowa « rodziny » pozostaje w domu…

Ostatnie dni przed wyjazdem są najtrudniejsze i zawsze niemal w ostatniej chwili jestem prawie skłonna odwołać wyjazd bo serce krwawi patrząc na chłopaków którzy widząc walizki popadają w przygnębienie i smutek a ja patrząc im w oczy nie wiem jak wytłumaczyć ze…to tylko na chwile, kilka dni i wrócimy….

W tym roku zostali pod opieka anioła i to niemal dosłownie, od roku mamy cudownych sąsiadów, młode, polskie  małżeństwo. Cudowni ludzie w cudownym miejscu i to tylko dzięki nim( anioł ma na imię Marta)  ten urlop z dala od chłopaków minął mi w miarę bez większej paniki.



Lato tego roku było upalne, żar lal się z nieba aż do października. Tradycyjnie z początkiem czerwca  pożegnałam nasz zielony trawnik który na kilka długich miesięcy zmienił się w wyschnięty step. Róże po wiosennych rewolucjach tez ciut odchorowały, prażące słonce paliło zarówno kwiaty jak i cale łodygi.


Byl to jednak czas gdy wytchnienia szukaliśmy  nad oceanem, częste wypady  aż do listopada.  Plaza, słonce, szum fal towarzyszył  nam niemal każdego weekendu.





Nawet nie zauważyłam kiedy  nadeszła jesień, piękna,słoneczna, ciepła,  kolorowa, bajeczna….a wraz z nią nieoczekiwanie (choć dziś już wiem;ze nic nie dzieje się przypadkiem) jeden z najtrudniejszych i najcięższych okresów w moim życiu… Kilka miesięcy na zwolnieniu lekarskim, nieoceniona pomoc, wsparcie ze strony męża, pomoc psychologa i od kilku tygodni wychodzę na prosta …



To bardzo osobiste przeżycia wiec pisać o nich nie będę ale prawda jest stare powiedzenie, ze …co nas nie zabije, to nas wzmocni !!! I tak właśnie jest ze mną…

Siedmiomiesięczna niemal całkowita bezsenność ( 2 do max 3 godzin łącznego snu każdej nocy) po woli mija, ja w brew  poradom, obawom  mojej cudownej rodzinnej lekarki spróbowałam i jednak wróciłam do pracy by udowodnić samej sobie ze wrócę do życia gdyby nie wiem co…to życie już nigdy nie będzie takie samo bo  “ inne “ jak mówi moja cudowna psycholog ale nie oznacza ze gorsze i tego się trzymam!!!!
Zagłębiłam się bardzo w moc naszego umysłu, świadomości , podświadomości i tego jak wiele a niemal wszystko właśnie od niej zależy a tym samym od nas samych...
Psycholog do której uwielbiam jeździć to  65-letnia Polka która jako młoda dziewczyna wyjechała do Paryża ...tam zaczynając od wszelakich prac, postanowiła ze nauczy sie języka , skończy tam studia i tak tez uczyniła, skończyła psychologie na Sorbonie. Cudowna kobieta !!!! Nie tylko dlatego ze pomogła mi zrozumieć, przetrawić i pokonać to co mnie spotkało ale ze uświadomiła mi ze bardzo często w naszym życiu nie ma przypadków a to się w nim dzieje, dzieje się po coś, mimo iz na początku jesteśmy tak bardzo skrzywdzeni, rozgoryczeni... Jest jak najpiękniejsza tęcza na niebie , jej mądrość, inteligencja, błyskotliwość, niespotykane poczucie humoru szczerość, naturalność, dobro, bezpruderyjność, doświadczenie  jest jak promienie słońca w pochmurny dzień... Jestem pewna,ze mimo końca trapi zapamiętam ja do końca życia bo to naprawdę wyjątkowy człowiek który chyba nieprzypadkowo pojawił się w moim życiu za co jestem bardzo wdzięczna!

Święta Bożego Narodzenia minęły jak zawsze ze wszystkim co się z tym wiąże, mimo iz moja forma była daleka od choćby przeciętnej to jednak nie zabrakło niczego co być  powinno ….





Najtrudniejszym dla mnie momentem każdego roku tutaj  jest czas od stycznia do końca marca…pogoda wtedy nas nie rozpieszcza i nie mowie o siarczystych mrozach czy zaspach śnieżnych a o ciągłych huraganach, wichurach i nieustannych opadach deszczu które nawet zdrowego człowieka  rzuca na kolana!
… ale oto mamy już polowe marca wiec ...wszystko co najlepsze właśnie przede mną…

I wraz z pojawieniem się wiosny wracam i ja…INNA lecz niezmiennie zakochana w swoich 4 chłopakach …a nie przepraszam, jesienią powiększyła nam eis rodzina  ….dołączył do nas kolejny mężczyzna…Staszek, potocznie zwany Stasiulkiem  ….przecudny chomik który skradł nasze serca a  zmysły wąsatej części rodziny hahaha… Mimo upływu kilku miesięcy nie jestem pewna czy Antos i  Franuś dobrze zrozumieli ze Staszek to nie deser a kolejny , równoprawny członek  naszej rodziny ….




Dziękuję za wszystkie  wiadomości... tak, jetem gotowa by wrócić wiec z ogromna radością w sercu mowie wszystkim Bonjour !


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz